Świat coraz bardziej chamski, więc podaj dalej życzliwość

Michał Stangret
19.08.2012 , aktualizacja: 20.08.2012 07:43
A A A Drukuj
Savoir vivre: chamstwo w teatrze

Savoir vivre: chamstwo w teatrze (fot. khz/shutterstock.com)

W czasach, gdy już nawet złoto przestaje być "bezpieczną przystanią", na giełdzie pomysłów w co inwestować niespodziewanie pojawiają się takie hity jak życzliwość, serdeczność i mówienie ludziom miłych rzeczy. Co sądzicie o tak naiwnej propozycji
Budzisz się rano, wyglądasz przez okno i widzisz, że w miejscu, gdzie jeszcze wczoraj przed snem bił cię w oczy billboard reklamujący finansowe cuda-wianki, pojawił się nowy. Raczej dziwny, bo nikt nie gwarantuje żadnego zysku i nie mami super-okazją cenową. Plakat informuje, że ">>Dzień dobry<< nie kosztuje ani centa, a uprzyjemnia dzień".

Takie plakaty pojawiły się właśnie w paryskich autobusach - poinformowała kilka dni temu "Gazeta Wyborcza". Na innych - w wagonikach tamtejszego metra i na stacjach - mieszczuchy znad Sekwany oglądają kurę wrzeszczącą w zatłoczonym wagonie do komórki, leniwca rozkładającego się na dwóch fotelach, czy bawoła przepychającego się do wagonu. "Jeśli wsiadając, odepchniesz pięć osób, nie sprawisz tym, że ruszymy szybciej - głosi jedno z haseł.

Kampanię przeprowadzi spółka zarządzająca paryskim metrem i chce w ten sposób walczyć z chamstwem na ulicy. Czemu teraz? Bo ponoć właśnie chamstwo zaczyna wyjątkowo mierzić Francuzów: "60 proc. z nich podało złe maniery i agresywne zachowanie innych jako najważniejsze źródła własnego stresu. To problem numer jeden, wskazywany nawet częściej niż np. bezrobocie czy kryzys finansowy" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Francja nie jest ewenementem. W kryzysie chamstwo na ulicy przeszkadza coraz bardziej także i w Polsce, tłumaczą nam prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego, i prof. Kazimierz Krzysztofek z Instytutu Socjologii Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Poprosiliśmy ich, aby nam opowiedzieli o tym, jak z naukowego punktu widzenia brak codziennej uprzejmości przekłada się na zmagania z kryzysem i czy jest możliwe, aby powszechne chamstwo zmienić w powszechną życzliwość.

Oto co usłyszeliśmy:

>> Rośnie liczba nieuprzejmych zachowań. Wzrost chamstwa na ulicy to po części efekt coraz bardziej niepewnych czasów. Słyszymy, że to dopiero początek kryzysu i że to, co nadejdzie, może być wyjątkowo dotkliwe. Więc się spinamy i podkręcamy tempo życia - biegniemy na łeb na szyję do pracy, byle tylko się nie spóźnić i nie narazić szefowi; chcemy zabłysnąć, więc pochłaniają nas myśli nad nowymi projektami jak nigdy przedtem. Skutek - w autobusie, tramwaju, metrze, na ulicy mniej uwagi poświęcamy przestrzeganiu zasad uprzejmości. Wrażenie jest takie, że liczba chamskich zachowań się nasila.

>> Dlaczego inni nie potrafią powiedzieć "przepraszam"? Wielu ludzi odczuwa poważny niepokój związany ze swoją przyszłością. Dodatkowy dyskomfort w sferze stosunków międzyludzkich (każdy niemiły, nawet przypadkowy gest, brak "dziękuję", "przepraszam", "dzień dobry", albo gdy ktoś zajmie nam miejsce tuż przed nosem w tramwaju czy wpycha się przed nas w korku, bo też się spieszy) boli bardziej niż w czasach prosperity. Mając komfort wewnętrznego spokoju, człowiek jest bardziej skłonny przechodzić obojętnie wobec aktów chamstwa. Nie irytują go tak bardzo, bo ma do nich większy dystans. A teraz potrafimy się wściec nawet o drobiazg i dajemy upust gromadzonemu napięciu.

>> Czy rzeczywiście im większe miasto tym więcej chamstwa? Wzrost drażliwości jest bardziej widoczny w dużych miastach. Nie tylko dlatego, że mieszkańcy dużych miast mają więcej do stracenia, więc w kryzysie bardziej się spinają. Także dlatego, że w dużych zbiorowiskach zawsze znajdzie się pod ręką kogoś, na kim można się wyżyć. W miastach czujemy się bardziej anonimowi, a z takim poczuciem łatwiej jest skoczyć drugiemu do gardła.

>> Kiedy wskaźnik chamstwa na ulicy przestanie rosnąć? To nie jest tak, że "wskaźnik chamstwa na ulicy" może rosnąć w nieskończoność. W miarę jak narastający kryzys będzie nas wpędzał w coraz większy stres, liczba nieuprzejmych zachowań powinna zacząć spadać (krańcowy przykład: II wojna światowa - stres był nieporównywalny z obecnymi czasami, a wiele osób pomagało sobie itp.). Na jakim etapie pogarszania się warunków bytowych trend się odwraca? Nie wiadomo.

>> Jestem uprzejmy, to moja obrona. W skrócie, ten mechanizm działa tak: życie z perspektywą wciąż pogarszającej się rzeczywistości na dłuższą metę byłoby nie do zniesienia. W końcu człowiek chcąc nie chcąc uruchamia mechanizmy obronne. Zaczyna przekierowywać uwagę na osiągalne "cukierki": zaczyna doceniać czas spędzony po pracy z przyjaciółmi, dziećmi, żoną; zauważa uśmiech sąsiada (odpowie "dzień dobry"); dostrzega miłe gesty innych i dziękuje za nie. W końcu podobny mechanizm zaczyna obejmować także sferę zawodową: nie mogąc liczyć na wyższe wynagrodzenie czy awans, zaczynamy rozglądać się za inną formą "zapłaty", która utwierdziłaby nas w przekonaniu, że to, co robimy, ma sens, np. czekamy na dobre słowo szefa, tęsknimy za miłymi stosunkami z kolegami i koleżankami w pracy.

>> Nawet potrafię nadstawić drugi policzek. Zaczyna działać zagubiona zasada wzajemności. Z biorcy życzliwości zamieniamy się w dawcę. Przepuszczamy bezinteresownie na drodze, pierwsi mówimy "dzień dobry". I jest to dla nas powodem do satysfakcji, nawet gdy inni nie odwzajemniają naszych starań (jesteśmy wyrozumiali, bo na własnym przykładzie przekonaliśmy się, że dobro i miły gest raz przekazane sąsiadowi/koledze w pracy, wracają, a dodatkowo są też przekazywane innym).

W ten sposób ta piramida dobroci - której motorem są pogarszające się warunki bytowe - powiększa się, bo z czasem znajdują się kolejni chętni, by w niej uczestniczyć.

Metrowa piramida na kryzys

Skoro naiwni ludzie padają ofiarami mało wymyślnych piramid finansowych, my proponujemy naiwną piramidę dla myślących

Nadciągający kryzys gospodarczy będzie ostrzejszy niż ten z 2009 roku - ostrzegają niektórzy ekonomiści.

Jednak kryzys to niejedyne zmartwienie. Bo zwykle, gdy nadchodzą ciężkie czasy, jesteśmy coraz bardziej zestresowani, nerwowi, a to skutkuje brakiem życzliwości i uprzejmości. Narasta w nas wrażenie wszechogarniającego chamstwa.

W filmie "Podaj dalej" mały Trevor McKinney (na zdjęciu kadr z filmu) w ramach zadania domowego tworzy projekt, według którego jedna osoba pomaga trzem, a każda z tych osób kolejnym trzem, aż w końcu każdy z nas robi coś dobrego. Od 2003 r. w "Metrze" istnieje inspirowana pomysłem Trevora rubryka "Podaj dalej", w której dzielicie się z innymi dobrym słowem, przepraszacie za złe zachowanie czy proponujecie, że niepotrzebne wam rzeczy, które są w dobrym stanie, oddacie za darmo potrzebującym (na wasze zgłoszenia czekamy pod adresem metro@agora.pl).

A dlaczego zasady "Podaj dalej" nie wykorzystać w walce z kryzysem? Już dziś możesz docenić czyjeś starania, uśmiechnąć się, podziękować, ustąpić, zamiast przejść obojętnie. W naszej piramidzie nie gwarantujemy zysku materialnego, ale - jak to w piramidach bywa - im szybciej się w nią włączysz, tym lepiej!

Naiwne, ale może warte twojego zaangażowania? Pisz: emetro@agora.pl

ZOBACZ TAKŻE
  • Podziel się