Pięciolatki są zmuszany do szkoły. Rodzice nie mają wyboru

Alicja Bobrowicz
29.10.2012 , aktualizacja: 29.10.2012 19:55
A A A Drukuj
Artterapia

Artterapia (Fot. Rafał Siderski / AG)

Przedszkole jest dla najmłodszych albo tych, którzy zapłacą więcej. Pięciolatek, który od roku miał być uprzywilejowany, często trafia do zerówki w szkole. To wnioski z raportu przygotowanego przez stowarzyszenie rodziców
Wczoraj Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców (powołane przez grupę rodziców zaangażowanych w akcję "Ratuj Maluchy", sprzeciwiającą się obniżeniu wieku szkolnego) przedstawiło raport "Warunki edukacji przedszkolnej". Nie twierdzą, że ich badanie spełnia wymogi naukowych opracowań. Ani że próba jest reprezentatywna dla całego kraju. Ale - jak mówią - Ministerstwo Edukacji Narodowej o żaden monitoring własnej reformy się nie pokusiło.

Stąd monitoring społeczny. Stowarzyszenie sprawdziło, jak wygląda obowiązek przedszkolny dla pięcio - i sześciolatka po roku od wejścia w życie przepisów, zgodnie z którymi każdy pięciolatek musi odbyć przygotowanie przedszkolne, sześciolatek zaś może iść do zerówki lub pierwszej klasy (do 2014 r. decydują rodzice).

Nic nie można poradzić

W internetowej ankiecie wzięło udział ponad tysiąc rodziców z 469 gmin w całej Polsce. Niektóre relacje wydawały się tak niewiarygodne, że wolontariusze stowarzyszenia dopytali o konkretne rozwiązania urzędników wydziałów oświaty z 75 gmin. Zmiana przepisów miała m.in. ułatwić młodszym dzieciom dostęp do przedszkoli. Nic z tego.

- Część pięciolatków automatycznie trafiła tam, gdzie już wcześniej wciśnięto sześciolatki, czyli do szkół. A warunki zostały te same - mówi Tomasz Elbanowski, szef Stowarzyszenia.

Z raportu wynika, że co piąty rodzic pięciolatka i co trzeci sześciolatka nie miał wyboru. Dzieci trafiły do zerówek zorganizowanych w szkołach (nawet w gminach, które prowadzą przedszkola).

Co więcej, szanse na miejsce w publicznym przedszkolu mieli ci rodzice, którzy skłonni byli więcej za nie zapłacić. W rekrutacji stosowano bowiem często niepisaną zasadę, że w pierwszej kolejności przyjmowani są ci, którzy zadeklarują większą liczbę godzin pobytu dziecka w przedszkolu [pięć pierwszych godzin według prawa jest darmowych, każdą kolejną opłacają rodzice - przyp. red]. Takie praktyki zasygnalizowała aż co trzecia z ankietowanych osób.

Gorsze warunki są widziane jako normalne

Dlaczego rodzice tak upierają się, żeby młodsze dzieci nie trafiały do zerówek w szkołach? Bo według nich mają tam gorsze warunki niż w przedszkolu. Między innymi dlatego, że: >>>część nie ma zapewnionych posiłków (co dziesiąty ankietowany), >>>niektóre chodzą do zerówki w systemie zmianowym (np. w jednej ze szkół w Szczecinie pięciolatek zaczyna zajęcia o 13.30), >>>w świetlicy (często płatnej) spotykają się ze starszymi dziećmi.

- Brak badań i refleksji nad zmianami sprawiają, że gorsze warunki, na jakie trafiają coraz młodsze dzieci, są postrzegane jako zupełnie normalne. I pozostaną standardem dla kolejnych roczników - przestrzega Karolina Elbanowska.

Czy raport zaniepokoił Krystynę Szumilas, minister edukacji? W odpowiedzi przygotowanej dla "Metra" czytamy, że MEN sprawdza, jak przeprowadzana jest reforma, np. monitorując wdrażanie nowych programów nauczania. Nadzorują to także - według resortu - kuratorzy oświaty.

- Bardzo dokładnie przeanalizujemy negatywne przykłady przedstawione w raporcie, a kuratorów oświaty poprosimy o zbadanie tych pojedynczych przypadków - zapewnia biuro prasowe MEN.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • Podziel się