Czy Szwedzi zapłacą nam za Potop? Straty wyliczono na 4 mld złotych

Mariusz Jałoszewski
14.01.2013 , aktualizacja: 15.01.2013 13:22
A A A Drukuj
Płytka Wisła odsłoniła rzeźby zrabowane przez Szwedów w XVII w.

Płytka Wisła odsłoniła rzeźby zrabowane przez Szwedów w XVII w. (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Biznesmen z Warszawy wzywa króla Szwecji do reparacji wojennych za spustoszenie Polski w XVII w. Straty wycenił na 4 mld zł
Reparacji za wojnę 1655-1660, którą opisał w Trylogii Henryk Sienkiewicz, domaga się Sławian Krzywiński. Biznesmen od 20 lat w podwarszawskim Ożarowie prowadzi firmę, która produkuje oprawy oświetleniowe. Założył też Fundację Odbudowy Zniszczeń Dokonanych w Czasie Potopu Szwedzkiego, która szacuje straty wtedy spowodowane. Lista jest długa. Krzywiński wylicza, że zniszczono wówczas m.in.:

188 miast ,



Np. częściowo Gdańsk, Warszawę, czy Częstochowę podczas oblężenia Jasnej Góry,

87 zamków,



W tym gotycki w Ciechanowie, w Janowcu nad Wisłą, czy w Olsztynie pod Częstochową,

153 kościoły,


W tym św. Krzyża i bielański klasztor Kamedułów w Warszawie

89 pałaców.

Do tego dochodzą masowe grabieże dzieł sztuki i bibliotek. Szwedzi plądrowali wywozili do siebie wszystko, nawet fragmenty murów. Do dziś nasze skarby znajdują się w szwedzkich muzeach, bibliotekach i prywatnych zbiorach. Latem ubiegłego roku, gdy z powodu suszy stan Wisły był rekordowo niski, na dnie rzeki pokazały się kamienne wazy i fragmenty zdobień budynków, których Szwedzi nie zdążyli wywieźć.

Krzywiński nie jest jedynym, który upomina się o zwrot zrabowanych skarbów. Mówił o tym również chełmski poseł Ruchu Palikota Marek Poznański, z zawodu archeolog. Poznański pisał w tej sprawie do naszego MSZ i ministra kultury.

Zagrabiona kultura narodowa

Wylicza, że Polska straciła wtedy m.in.: całą bibliotekę braniewską, woluminy jezuitów i bernardynów z Poznania i prace Kopernika z jego odręcznymi notatkami. Złupili pierwsze norymberskie wydanie "O obrotach ciał niebieskich" z 1543 r. i najdawniejszy drukowany tekst "Bogurodzicy".

- Spotkałem się w tej sprawie przed Bożym Narodzeniem z wiceambasadorem Szwecji. Odniosłem wrażenie, że boją się tego tematu. Mówią, że to były inne czasy. Padł nawet argument, że dzięki wywiezieniu dzieł do Szwecji przetrwały one II wojnę. A to przecież była zwykła kradzież - mówi poseł Poznański.

Po zakończeniu wojny polsko-szwedzkiej podpisano traktat oliwski, który miał regulować zwrot archiwaliów i bibliotek królewskich. Niestety, obietnice pozostały tylko na papierze. O zwrot zrabowanych dzieł niemrawo starał się Gotfryd von Schröer, dyplomata naszego króla Jana Kazimierza (też z pochodzenia Szwed).

Nic nie wskórał król Jan III Sobieski i Stanisław August Poniatowski. Nie pomogły także starania księcia Adama Czartoryskiego. Jedynie w 1974 r. szwedzki premier Olof Palme przekazał nam 15-metrowy dekoracyjny pas, który przekazano do Zamku Królewskiego w Warszawie.

A teraz - według MSZ, który odpowiedział w tej sprawie Poznańskiemu - roszczenia się przedawniły.

Poseł jednak się nie poddaje i planuje międzynarodową akcję w tej sprawie. Szczegółów nie zdradza.

Jak nie będą chcieli negocjować, to będzie pozew

Mariusz Jałoszewski: Skąd pomysł, żeby ponad 300 lat po potopie wystawiać Szwedom rachunek?

Sławian Krzywiński: Jeździłem przez całe życie po kraju, zwiedziłem wiele zamków. Wiele z nich popadło w ruinę. Szwedzi je zniszczyli. Nawiązałem więc kontakt z Instytutem Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Zgodzili się oszacować straty. Opisano je w książce. Dałem 20 tys. zł, żeby wydano ją po szwedzku. Wysłaliśmy ją do króla Szwecji, szwedzkich firm w Polsce i Polonii w Szwecji.

Warto do tego wracać? Polskę też niszczono podczas II wojny światowej. Straty tylko w samej Warszawie spowodowane przez Niemców wyliczono na 45 mld dolarów.

- Potop szwedzki był dla Polski również wyniszczający. Cofnęliśmy się w rozwoju o 100 lat. Dlatego prywatna firma na moje zlecenie obliczyła, że minimalne odszkodowanie, jakie powinniśmy otrzymać to 4 mld zł. A ja tylko domagam się, żeby Szwedzi odbudowali choć jeden zamek np. w Rawie Mazowieckiej, który wysadzili w powietrze [zachowała się tylko wieża-red.]. To niewielki koszt - 20 mln zł. Mogą się zrzucić na to szwedzkie firmy. Powstałoby tam centrum współpracy polsko-szwedzkiej. Niestety, za morzem nie widzę w tej sprawie entuzjazmu. W imieniu króla odpisał do mnie w tej sprawie jakiś urzędnik, że sprawą zajmie się fundacja szwedzka. Dlatego nasz rząd powinien także wystąpić o zwrot zagrabionych dzieł sztuki.

Ta sprawa może popsuć dobre polsko-szwedzkie relacje. Nasz szef MSZ przyjaźni się ze szwedzkim szefem MSZ. Szwedzi popierają nasz program Partnerstwa Wschodniego. Ich wsparcie przyda się też w UE.

Mam nadzieję, że nie wywołam nowego potopu. Ale serio, 20 mln to nie dużo. Stać ich. Chodzi o symboliczny gest.

A jak Szwedzi będą dalej milczeć w tej sprawie?

Można wytoczyć Szwecji pozew. Nasz prawnik już to analizuje.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • Podziel się