Co się dzieje z wiosną? Ona się nie spóźnia, ona znika. Wkrótce tylko trzy pory roku

Michał Stangret
24.03.2013 , aktualizacja: 24.03.2013 19:09
A A A Drukuj
Zając robi prawdziwą furorę

Zając robi prawdziwą furorę (fot. Anna Krasko/Agencja Gazeta)

Eksperci wieszczą koniec czterech pór roku. Z kalendarza ma wypaść pora roku, na którą właśnie teraz czekamy. To, że się spóźnia, to jeden z efektów zmiany: wiosna będzie coraz krótsza, aż w następnych latach może zupełnie zniknąć
Ta rewolucyjna prognoza klimatyczna dla naszego obszaru to efekt badań naszych naukowców ze Stacji Polarnej na Spitsbergenie. Zauważyli, że szczyt zimy w Arktyce ulega szybkiemu przesunięciu. - Jeszcze w latach 70. przypadał na przełom grudnia/stycznia, w latach 80. największe mrozy były już w styczniu, w ciągu lat 90. - w lutym, po roku dwutysięcznym - w marcu, a od czterech lat najzimniej jest na przełomie marca/kwietnia - mówi "Metru" prof. Piotr Głowacki, szef Zakładu Badań Polarnych Instytutu Geofizyki PAN, który trzyma pieczę nad naszą stacją na Spitsbergenie.

Jaki to ma wpływ na pogodę w Polsce?

- Napływ zimniejszego powietrza z Północy do naszego kraju w końcówce sezonu może skutkować przedłużającymi się zimami, tak jak obecnie. Ataki mrozu i śniegu w marcu, a nawet kwietniu, będą coraz bardziej prawdopodobne - tłumaczy prof. Głowacki.

Przesunięcie to efekt domina uruchomionego przez ocieplanie się klimatu i topniejącej pokrywy lodowej w Arktyce. Jak mówi prof. Głowacki w okresie 2000-2007 r. skurczyła się z 6 do 4 mln km kw. i choć potem zaczęła się odbudowywać (aż do 5,5 mln km kw. w 2011 r.), to w zeszłym roku znów stopniała i to aż do rekordowo niskiego poziomu 3,5 mln km kw.

- Przez rok skurczyła się aż o 2 mln km kw. To powierzchnia porównywalna z Grenlandią. Powstały gigantyczne ilości wody, więcej jej odparowało do atmosfery i to uruchomiło szereg procesów skutkujących m.in. ostrą, śnieżną zimą w końcówce sezonu - tłumaczy profesor.

Im później ustępuje zima, tym wiosna staje się krótsza

Michał Kowalewski, klimatolog z IMGiW mówi nam, że w ostatnich latach coraz częściej mamy do czynienia z tzw. zjawiskiem "eksplozji wiosny". - Trzy lata temu wystarczyły trzy dni, by średnia temperatura dobowa podskoczyła z minus 1,4 st. C. aż do 11 st. C - mówi.

Według prof. Głowackiego przesuwanie się zimy na końcówkę sezonu będzie miało w kolejnych latach coraz bardziej widoczne skutki. - W przyszłości będziemy mieli tylko trzy pory roku. Wiosna będzie coraz krótsza, aż w końcu zaniknie. Czeka nas coraz wcześniej przychodzące lato z atakami upałów już w maju i coraz dłuższa jesień przeciągająca się na początek zimy - mówi profesor. Kiedy? To zależy od przebiegu procesów klimatycznych. Katastroficzne prognozy mówią, że do roku 2030 lód w Arktyce stopnieje i wtedy można się spodziewać zniknięcia wiosny.

Opowiada, że zmiany klimatu będą miały wpływ nawet na biznes. - Producenci polarów kiedyś dzwonili do naszej placówki na Spitsbergen w końcówce wiosny, by wypytywać o termin nadejścia wiosny, by na tej podstawie rozpoczynać wyprzedaże. A co będzie z producentami odzieży przejściowej - zastanawia się profesor.

My nie chcemy żegnać się z wiosną. A wy? To przecież najpiękniejsza pora roku. Stwórzmy front obrony wiosny, piszcie: metro@agora.pl

ZOBACZ TAKŻE

Zobacz więcej na temat:

  • Podziel się