Zabił pieszego na pasach. Sąd dał odszkodowanie, bo "areszt był niesłuszny"

Marek Mamoń
14.06.2013 , aktualizacja: 14.06.2013 15:08
A A A Drukuj
Z prawej Waldemar M.

Z prawej Waldemar M. (Fot. Grzegorz Skowronek / AG)

Największym wygranym po głośnym wypadku w 2006 roku na skrzyżowaniu al. Jan Pawła II i AK w Częstochowie jest sprawca tragedii. 14 czerwca Sąd Okręgowy przyznał mu rekompensatę za kilka miesięcy spędzonych w areszcie - w sumie 34,55 tys. zł
16 maja 2006 roku mercedes prowadzony przez 57-letniego wówczas Waldemara M. spod Radomska przejechał ponad 100 metrów chodnikiem wzdłuż al. Jana Pawła II i potrącił trzy osoby na przejściu dla pieszych na skrzyżowaniu z al. AK. Najciężej ranny mężczyzna zmarł, a 15-letnia gimnazjalistka i 66-letnia kobieta z ciężkimi obrażeniami trafiły do szpitala. Badania wykazały, że kierowca był trzeźwy, nie znajdował się również pod wpływem środków zmieniających świadomość.

Waldemar M. od początku tłumaczył się, że samochód samoczynnie przyspieszał, a hamulce i układ kierowniczy nie działały. Biegli z zakresu mechaniki stwierdzili, że w mercedesie wcześniej ingerowano w elektroniczny licznik oraz że faktycznie mogło dojść do tzw. samoistnego rozbiegu silnika. Eksperci podkreślali jednak, że auto można było zatrzymać. W październiku 2011 roku częstochowski sąd umorzył postępowanie wobec sprawcy tragedii, stwierdzając, że mężczyzna w chwili wypadku miał zniesioną poczytalność. Oparł się na opinii zespołu biegłych, składającego się z dwóch profesorów psychiatrii i doktora neurologii z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Po trzech latach od wypadku stwierdzili, że u kierowcy doszło do udaru, którego skutki potem się cofnęły. Wyrok został podtrzymany przez Sąd Okręgowy w Częstochowie.

W ubiegłym roku Waldemar M. wystąpił z pozwem, w którym domagał się 226 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia od skarbu państwa za straty moralne, jakie poniósł z tytułu kilkumiesięcznego pobytu w areszcie, a także za to, że jego rozbity mercedes w czasie śledztwa stał ponad rok niezabezpieczony na policyjnym parkingu pod gołym niebem. M. przekonywał sędziów, że stała się wielka tragedia i on jest jej ofiarą. Co więcej nie ukrywał, że nadal siada za kierownicą, mimo że biegli uznali, że "choroby współtowarzyszące potęgują ryzyko u M. wystąpienia incydentu udarowego". Sąd oddalił roszczenie w sprawie samochodu, dowodząc, że M. może wnosić jedynie cywilne roszczenie wobec prokuratury.

W piątek 14 czerwca zapadł wyrok w sprawie pobytu Waldemara M. w areszcie - spędził tam nieco ponad pół roku. Sąd uznał, że tymczasowy areszt był "oczywiście niesłuszny" i przyznał sprawcy drogowej tragedii 26,55 tys. zł zadośćuczynienia oraz 8 tys. zł odszkodowania - za utracone dochody. Skarb Państwa - czyli kasa sądu - odda też Waldemarowi M. 800 zł kosztów adwokackich.

Zobacz więcej na temat:

  • Podziel się